Czy "3x20" w 2020 może stać się mrzonką?

Niemcy, które ponad dekadę temu zdecydowały się na odwrót od energetyki atomowej na rzecz odnawialnych źródeł, mogą z czasem powrócić do elektrowni jądrowych – uważa prof. Grzegorz Wrochna, dyrektor Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Kosztowne dotowanie energetyki wiatrowej i słonecznej pochłania miliardowe subwencje zadłużające państwa lub obciążające odbiorców. Wysokie ceny energii elektrycznej pochodzącej z OZE (odnawialnych źródeł energii) zmniejszają konkurencyjność gospodarki niemieckiej i innych państw europejskich. Może to w okresie kryzysu spowodować powrót do klasycznych źródeł energii, w tym do elektrowni jądrowych.

Być może ambitny plan "3x20" w 2020 r. stanie się mrzonką. Zgodnie z nim kraje UE mają do roku 2020 zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 20%, zmniejszyć zużycie energii o 20%, oraz zwiększyć zużycie energii z odnawialnych źródeł do 20%.

 Powrót Niemiec do energii jądrowej na pewno nie jest wykluczony, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń w Unii Europejskiej. W maju mieliśmy do czynienia z „dużym przewrotem". Język, którym mówili szefowie rządów w Brukseli 22 maja był zupełnie inny niż ten, do którego się przyzwyczailiśmy – zwraca uwagę prof. Grzegorz Wrochna, dyrektor Narodowego Centrum Badań Jądrowych w Świerku.

Kosztowna zabawka. Rurociąg Nordstream dostarcza gaz do elektrowni stabilizujących system rozchwiany przez OZE
Szerokie stosowanie energetyki ze źródeł odnawialnych oznacza masową budowę elektrowni gazowych i lepsze wykorzystanie Norstreamu - mapa: Samuel Bailey na licencji CC

Oficjalnie nikt nie mówi o wycofaniu się z OZE, ale:

 – Komisarz Guenther Oettinger mówił, że przemysł europejski, żeby być konkurencyjny musi mieć tanią energię. A odnawialne źródła są kosztowne, niestabilne, wymagają dużych inwestycji w systemy energetyczne, w szczególności w sieci przesyłowe – informuje dyrektor NCBJ.

W maju 2011 r. rząd Angeli Merkel zdecydował o stopniowym wyłączeniu 17 elektrowni atomowych do 2022 roku i wprowadził znaczne subwencje na rozwój energetyki odnawialnej, które stały się obciążeniem dla niemieckiej gospodarki. Był to jedyny kraj na świecie, który podjął tak radykalną decyzję.

Podjęto ją znacznie wcześniej, bo już w 2000 i 2003 roku, ale jej realizację odraczano przedłużając zezwolenia na eksploatację poszczególnych reaktorów.

 – Ostatnia decyzja o zamknięciu elektrowni jądrowych zapadła w maju w 2011 r. w trzy tygodnie po położeniu pierwszej nitki Nord Streamu i nie chodziło w tym przypadku o trzęsienie ziemi czy fale tsunami, których Niemcy nie muszą się obawiać. Tylko o to, że w walce o niemiecki rynek energii gaz zaczął wygrywać z energetyką jądrową – twierdzi prof. Grzegorz Wrochna.

Wraz z rozwojem energetyki odnawialnej rośnie rynek energetyki gazowej, gdyż prąd z wiatru i słońca nie jest wytwarzany jednostajnie w sposób ciągły i stabilny, zatem konieczne są, dające się szybko włączać i wyłączać, elektrownie gazowe.

W Niemczech wiatr wieje średnio jedynie przez 20% czasu, więc budowa wiatraków, to tak naprawdę budowa elektrowni gazowych, lepsze wykorzystanie Nordstreamu i większe uzależnienie od rosyjskich dostaw.

Zobacz wywiad prof. Grzegorza Wrochny >>>

Kosztowna zabawka. Rurociąg Nordstream dostarcza gaz do elektrowni stabilizujących system rozchwiany przez OZE