Białaczki dziecięce w sąsiedztwie elektrowni jądrowej

Rozmaz szpiku kostnego u pacjenta z ALL - fot. na licencji GNU
Rozmaz szpiku kostnego u pacjenta chorego na białaczkę - fot. na licencji GNU

Od wielu lat prasę światową, w tym naukową, obiegają informacje o wzroście liczby białaczek dziecięcych w pobliżu elektrowni jądrowych, a także o wzroście zachorowań na te białaczki, gdy kobieta w okresie ciąży była napromieniona dawką już 10 mSv. Za każdym razem mamy problem ze stwierdzeniem, czy odchylenia od normy nie są przypadkowe. Niemniej jednak, troska o zdrowy rozwój dzieci każe wszystkie takie informacje traktować poważnie i analizować w kontekście przyczyna-skutek. Ponadto, należy pamiętać, że białaczka dziecięca, to rzadka choroba, więc jeśli gdziekolwiek pojawia się w nadmiarze, powoduje naturalny wzrost zainteresowania jej przyczynami.

W roku 2012 w czasopiśmie International Journal of Cancer pojawiła się praca[1], zgodnie z którą obecność elektrowni jądrowej w odległości do 5 km może spowodować ponad normalny wzrost liczby białaczek dziecięcych. Praca ta została przeanalizowana szczegółowo przez dr. Krzysztofa Fornalskiego (ówczesnego doktoranta NCBJ), który wykazał, że:

  1. autorzy cytowanej pracy piszą w jawny sposób o braku korelacji pomiędzy zachorowaniami, a wielkością uwolnień z elektrowni jądrowych,
  2. wyniki uzyskane dla lat 1990-2001 są drastycznie różne od wyników uzyskanych dla lat 2002-2007.

W pierwszym wypadku stwierdzono mniejszą zapadalność na białaczki, w drugim zwiększoną, ale nawet w drugim, gorszym przypadku na jedną elektrownię we Francji przypada, zgodnie z omawianą pracą, 0,7 białaczek, co nie jest to wynikiem, który można uznać za statystycznie znamienny.

Zresztą, opracowanie statystyczne, w którym stosowano tzw. test jednostronny, budzi poważne wątpliwości. Co dziwniejsze, w wypadku dzieci, które otrzymały najwyższe dawki, nie notuje się wzrostu białaczek, a w obszarze do 5 km dawki były wręcz mniejsze niż w obszarach powyżej 5 km. Wszystko to każe domniemywać, że jeśli istnieje wzrost tych chorób, to rzucanie odpowiedzialności za nie na elektrownie jądrowe jest nieuzasadnione.

Względnie niedawno, we wrześniu 2013 r, w czasopiśmie the British Journal of Cancer opublikowano wyniki wielkiego studium zdrowotnego, które wykazało, że w Wielkiej Brytanii nie ma wzrostu zagrożenia zachorowaniem na białaczkę wśród dzieci mieszkających w sąsiedztwie elektrowni jądrowej[2]. Szczegółowszy opis[3] wyników tej pracy został przygotowany przez dr inż. Andrzeja Strupczewskiego, prof. ndzw. NCBJ – rzecznika prasowego ds. energetyki jądrowej. Prof. Strupczewski od dawna interesuje się ta sprawą. Analizie zachorowalności na białaczki dziecięce poświęcił też wiele uwagi prof. dr hab. Andrzej Wójcik[4] .  Obaj eksperci odwołują się do raportu COMARE (Committee on Medical Aspects of Radiation in the Environment) z roku 2005, który jednoznacznie pokazywał brak związku pomiędzy promieniowaniem z elektrowni jądrowych a białaczkami.

We wspomnianej pracy z Br. J.Cancer  eksperci brytyjscy przeanalizowali dane dla 10 000 dzieci, u których w okresie do 1962 do 2007 roku wykryto białaczkę w wieku poniżej 5 lat. Analiza wykazała, że częstość zachorowań na białaczkę wśród dzieci mieszkających w promieniu 5 km od elektrowni jądrowej jest mniejsza niż średnia w Wielkiej Brytanii.

Stosunek zachorowań wśród dzieci mieszkających w promieniu 5 km od elektrowni jądrowej do średniej krajowej wynosił 0,86 z przedziałem ufności (0.62–1.18), co oznacza, że mieszkanie koło elektrowni jądrowej nie tylko nie przyczynia się do zachorowań, ale przeciwnie, towarzyszy mu spadek ryzyka zachorowania na białaczkę (cytat z opracowania prof. Strupczewskiego).

Jak podkreśla prof. Strupczewski, w Wielkiej Brytanii co rok wykrywa się białaczkę u około 500 dzieci, natomiast w ciągu 35 lat było tylko 20 przypadków białaczki u dzieci mieszkających w promieniu 5 km od elektrowni jądrowej, to jest około jednego przypadku na 2 lata we wszystkich 13 rejonach blisko elektrowni.[5] Wniosek ten, oparty na wieloletnich, systematycznych badaniach, zaprzecza pierwszym doniesieniom z Sellafield (Anglia) i np. Krummel (Niemcy), ale jest zgodny z analizami sytuacji w wielu państwach dysponujących energetyką jądrową. Nie mamy więc powodu, aby obawiać się o zdrowie naszych dzieci tylko z tego powodu, że mieszkają względnie blisko elektrowni jądrowej.

 


[1] C.Sermage-Faure I in., Childhood leukemia around French nuclear power plants – The Geocap study, 2002-2007, Int.J.Cancer 131 (2012) E769-E780

[2] J F Bithell et al. Leukaemia in young children in the vicinity of British nuclear power plants: a case–control study, British Journal of Cancer , (12 September 2013) |

[4] Obecnie Centre for radiation Protection Research, Uniwersytet w Sztokholmie: Zachorowania na białaczki w pobliżu elektrowni/instalacji jądrowych w pracy zbiorowej „Pokojowe i terrorystyczne zagrożenia radiacyjne” pod red. M.K.Janiaka, A.Chedy i M.Nowosielskiej, WAT, Warszawa (2012), str. 49-56

Rozmaz szpiku kostnego u pacjenta z ALL - fot. na licencji GNU